poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Sen Indianki

Indianka po całym dniu pracy oraz po zeszłotygodniowej wyprawie do Giżycka i Kętrzyna wyczerpana jest nieziemsko. Wczoraj bardzo osłabiona była. Rano obrządek zrobiła i położyła się zmęczona do łóżka by zapaść w długi, ciężki acz czujny sen.

Wieczorem zaszła do sąsiadki, która piecze boskie ciasta i torty.
Indianka poprosiła ją, by upiekła pyszne ciasto dla Kamyka. Zaniosła sąsiadce mąkę i cukier, a wcześniej swojskie jaja. Poprosiła też, by kupiła w Olecku worek chleba. Indianka będzie robić paczkę dla Kamyka, bo głodny.

U sąsiadki tego dnia był typek który z Kamykiem w Gębalówce pracował. Ten sam, co Kamyka z drugim typkiem skatowali 25 marca 2015. Był proszony, by przywiózł rzeczy Kamyka z tamtej farmy. Nie przywiózł. Zamiast tego doczepił się do Indianki i jej wygrażał, że ją zabije, a na Kamyka w więzieniu napuści mordercę by go tam zabił.

niedziela, 19 kwietnia 2015

Zażalenie na nielegalne zatrzymanie

Indianka była wcześniej złożyła zażalenie na nielegalne zatrzymanie jej przez policjantki w dniu 26 kwietnia 2013 roku.

W czwartek 16 kwietnia 2015 roku sędzia w Giżycku po raz drugi odmówiła zajęcia się sprawą nielegalnego zatrzymania przez policję.

Nadto groziła Indiance ukaraniem za rzekomą obrazę Sądu, gdy Indianka poproszona do pokoju posiedzeń na odczytanie postanowienia o odmowie wszczęcia postępowania przeciwko policjantkom zostawiła swoje rzeczy na biurku w sekretariacie.
Torba i kurtka Indianki obraziła biurko w sekretariacie :-) :-) :-)
Biurko zostało zbrukane rzeczami obywatelki która śmiała dochodzić swych praw przed sądem wobec policjantek... :-) Chore to. Szczyt hipokryzji.

W sądzie już było pusto - były tylko sprzątaczki, strażnik, sędzia i protokolant oraz Indianka czekająca na wydanie postanowienia.
Zabrała swoje rzeczy z korytarza do sekretariatu, gdyz nie wiedziała, jak długo to zajmie owe odczytanie postanowienia.

Od tego postanowienia nie należy się według prawa odwołanie, więc policjantki nie staną przed sądem i sprawiedliwości nie stanie się zadość.

Policjantki po zatrzymaniu w dniu 26 kwietnia 2013 sporządziły protokół zatrzymania, w którym mataczyły zawierając w rubrykach nieprawdę. Indianka poprawiła treść protokołu i uzupelniła braki. Wówczas one wydarły jej ten protokół z rąk i podarły.

Dały nowy do podpisu tak samo kłamliwy jak ten pierwszy, który Indianka uzupełniła była wcześniej. Tego nowego nie dały jej uzupelnić, tylko kazały w ciemno podpisać. Nie podpisała fałszywych treści. Wówczas zabrały jej ten protokół. Nie czytała ani nie dostała pouczeń. Nie wiedziała, jakie prawa jej przysługują w przypadku zatrzymania. Nie wiedziała, że należy złożyć zażalenie na zatrzymanie. Dlatego złożyła je po terminie.

Ten fakt wykorzystał prokurator który wnioskowal o nie uwzględnianie zażalenia Indianki z uwagi na wniesienie jego po terminie. Prokurator występował wbrew interesowi prawnemu Indianki.

Prokurator, który jako oskarżyciel publiczny powinien stanąć po stronie osoby pokrzywdzonej, a w tym przypadku po stronie Indianki - wnioskował na szkodę Indianki, a na korzyść policjantek czyli sprawczyń nielegalnego zatrzymania. Sędzia uwzględniła niekorzystny dla Indianki wniosek prokuratora i tym samym uniemozliwiła Indiance dochodzenie jej praw od policjantek przed Sądem.

***

Zatem wnioskuję do Sejmu by nie ograniczał czasu na składanie zażaleń na nielegalne zatrzymanie przez policję.

Jest to w interesie obywateli którzy podczas zatrzymywań są traktowani przez policję źle i często nieuczciwie. Osoba zatrzymana, a zwłaszcza aresztowana - nie ma możliwości złożenia zażalenia, gdyz nie jest świadoma swoich praw i nie wie jak dane pismo powinno wyglądać, ani nie ma czym i na czym napisać zażalenia i nie wie do kogo.

Nie wie - zwłaszcza jeśli nie dostanie pouczenia do ręki - o przysługujących jej prawach.

Tego typu postanowienia sądowe, gdzie blokuje się obywatelom drogę prawną do dochodzenia swoich praw powinny być podważalne.

Obywatel powinien mieć zabezpieczone prawo do rozpatrywania jego zażaleń bez względu na termin składania takiego zażalenia albowiem czynnikiem istotnym w danej sprawie winna być zasadność zażalenia, a nie termin jego wniesienia. Skoro policjantki złamały prawo nielegalnie zatrzymując osobę powinny ponieść karę.

Policjantki nie miały prawa mnie zatrzymać czy aresztować w sytuacji braku popelnienia przestępstwa. Zrobiły to jednak i to w sposób bardzo brutalny z narażeniem mojego zdrowia i życia, za co nie zostały ukarane - ba, nawet policja, prokurator i sędzia - nie dopuścili do wszczęcia postępowania przeciwko policjantkom łamiącym prawo, albowiem zatrzymanie jest wówczas zatrzymaniem, a nie bandyckim napadem, gdy jest podstawa prawna do zatrzymania - a tu nie było żadnej. Mało tego - nie odczytaly mi moich praw, nie przedstawiły zarzutu, nie umożliwiły kontaktu z adwokatem. Po prostu znienacka na mnie napadły, poturbowały i uprowadziły z ulicy.

Te policjantki powinny ponieść karę. Jeśli nie ponoszą one kary to oznacza, że zyjemy w panstwie policyjnego bezprawia, a organy ścigania to wróg numer jeden porządnego obywatela. To nasz wróg.
Organy ścigania w Polsce to wrogie siły wymierzone w Polaków. :(((
To są organy terroru i zastraszania obywateli polskich.
Takie jest ich prawdziwe oblicze. :(((
Nie chronią, nie bronią a wręcz przeciwnie - napadają i zastraszają. :(((

Paczka marihuany

Nie chce mi się dla was pisać postów bo w większości (takie odnoszę wrażenie czytając złośliwe komentarze lesb i ich przydupasów ustawicznie spuszczających się pod moimi postami, a które to wypociny kretynek moderuję) jesteście beznadziejnymi kreaturami o wyssanych przez nienawiść mózgach niegodnymi by dzielić się z wami moim życiem za pośrednictwem tego bloga. Nie dla was piszę tego bloga. Nie wy jesteście jego adresatami.

Nie życzę sobie, by na mój blog wchodziły takie osoby.
Miejsce kanalii jest w kanale. Stworzyłyście odrażający kanał w postaci dwóch antyblogów - więc w nim siedźcie i taplajcie się w waszym chorym błocie nienawiści i zwyrodniałej podłości.

Ja was na swojego bloga nie zapraszam, ani do mojego życia.
Blog piszę dla siebie i dla mojego bezpieczenstwa.
Na moim blogu dzielę się moim życiem z ludźmi normalnymi, poczciwymi. Chore z nienawiści szantrapy niech stąd spadają.

***

W ostatnim tygodniu, bodajże 14 kwietnia 2015 roku Indianka dostała dziwną przesyłkę. Kontrowersyjną przesyłkę. Niejaki Julian Wawszczyk zamówił na jej adres domowy paczkę z marihuaną. Oszust co prawda sprowadził na jej adres rzekomo tylko nasiona, ale to może być próba wkrętu Indianki w większe przestępstwo, więc zgłosiła ten fakt na policji i u dzielnicowego.

Dzielnicowy poprosił, aby Indianka nic nie mówiła na wsi o tej trefnej paczce. Chciał poczekać, aż gościu posieje i uprawi marihuanę, by mieć wówczas podstawy by go zgarnąć za handel narkotykami.

Jednak Indianka nie posłucha, gdyż u typka policja znajdzie opakowania po paczkach nasion marihuany z jej adresem i wykorzysta to przeciwko niej wrabiając ją w handel narkotykami.

Według kuriera typek przedstawiający się jako Julian Wawszczyk,
kilkakrotnie zamawiał na adres Indianki podobne przesyłki.
Odbierał je w Sokółkach, gdzie się telefonicznie umawiał na odbiór z kurierem firmy UPS. Tym razem telefonu od kuriera nie odebrał, w wyniku czego kurier paczkę przywiózł do Indianki na podwórko.

Indianka nie wie, czy to prawdziwe nazwisko dwudziestoparoletniego mężczyzny mieszkającego w okolicy. Wie natomiast, że oszust posługuje się jej adresem bez jej wiedzy i zgody, z narażeniem jej samej na zarzuty o handel narkotykami.

Indianka nie życzy sobie, by ktokolwiek posługiwał się jej danymi w jakimkolwiek celu.

Paczka zawierająca pół kilograma nasion marihuany wyjechała z rancza Indianki wraz z kurierem UPS. Sprawa przekazana na policję w Olecku. Czy ruszyli dupy, by znaleźć oszusta - nie wie. Pewnie nie.
Łatwiej zedrzeć mandat z bezbronnego kierowcy niz zająć się oszustem.

sobota, 18 kwietnia 2015

Moi mili... :-)

... Dlaczego wśród was jest tak wielu nikczemników i debili?... :-)

środa, 15 kwietnia 2015

Uczciwość i humanitaryzm organów ścigania


Ja nie rozumiem. Czlowiek został skatowany, zmasakrowany, ma połamany obojczyk, rozbitą, pociętą głowę, obrażenia wewnętrzne tułowia - a sąd go bezzasadnie, bez udowodnienia winy, bez wyroku zamyka do aresztu na aż dwa miesiące bo chlopak sie na dozór nie stawial, a nie stawial, bo siedzial - izoluje od opieki lekarskiej,
izoluje od pomocy prawnej zamiast go normalnie przesluchac na sprawie i puscić do domu lub wyslac do szpitala?
Przeciez oni go doprowadzą do śmierci albo z niego kalekę zrobią... :(((
Połamany obojczyk - powinien miec podany zastrzyk przeciwzakrzepowy, zrobione przeswietlenie, nastawione kosci, usztywniony ten obojczyk, podane leki przeciwbolowe - a tu nic.
Zero opieki lekarskiej. Do tego głodowe racje żywnościowe...
Normalnie masakra. Czy jest w Polsce jakas organizacja obrony praw czlowieka? Przeciez on jest traktowany gorzej jak zwierze.
Odcieli od osób bliskich jak jakiego groźnego terroryste.
Zero widzeń. To nie jest normalne. To jest samo zlo ukierunkowane na zniszczenie niewinnego, bezbronnego czlowieka... :(((

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Paskudna pogoda

Wściekły wicher. Deszcz zacinający pod wszystkimi kątami. Masakra :-) Indianka zamierzała tego dnia wywalić obornik ze stajni, ale w tych drastycznych warunkach zajęła się porządkami w domu. Zebrała 9 worków ciuchów do prania :-) Posegregowała je kolorami. Będzie wielkie pranie i suszenie :-)

Trzeba też przesypać owies z worków do kasty, aby był pod ręką i miał dostęp powietrza.

Na piecu gotuje się obiadek i grzeje woda do zmywania.

Indianka wczoraj przed imprezą wykąpała się u sąsiadki. Jest czysciutka i pachnąca, a włosy puszyste i falujące :-)

Impreza była super. Zaczęło się od babskiego wieczoru z sąsiadkami, a skończyło na baletach z przyjezdnymi panami - kolegami gospodyni imprezy :-)

Imprezę trzeba powtórzyć :-)

sobota, 11 kwietnia 2015

Bezpłatne wakacje na rancho! :)

Bezpłatne 1-2 tygodniowe pobyty na rancho w zamian za pomoc przy rozbudowie ogrodzeń ogrodu i pastwisk, robieniu opału na zimę, porządkowaniu i konserwacji stajni, budowie boxów, pomoc w domu, pomoc przy strzyzeniu owiec, pomoc przy udoju kóz, pomoc przy treningu koni, pomoc w zakładaniu bajecznego ogrodu marzeń :)

Mile widziane osoby z umiejetnoscia obslugi pily spalinowej.
Mile widziane osoby potrafiace szkolic konie.
Mile widziane osoby z umiejetnosciami budowlanymi i wykończeniowymi.

Zapraszam osoby sympatyczne, entuzjastyczne i pracowite kochajace nature i zwierzeta oraz ludzi.

Oferty na rajdy.konne@tlen.pl
tel. 511 945 226
Przyjazd na rancho tylko po wcześniejszym kontakcie emailowym i telefonicznym na indywidualne emailowe zaproszenie.
Rancho to moja prywatna posesja i nie życzę sobie nieproszonych gości. 

Indianka

Rancho na Mazurach Garbatych do wydzierżawienia

Rozwaze wydzierzawienie rancha wraz z inwentarzem lub bez.
Do dzierzawy cale rancho tj. 11 ha i 3 budynki w tym dom mieszkalny lub czesc rancha np. 5ha i budynek lub dwa.
Mozliwosc dzierzawy klaczy malopolskich oraz drobnego inwentarza typu kozy, owce, drób.
Ewentualnie przyjmę zlecenia na odchów koni sportowych.
Oferty kierować na email rajdy.konne@tlen.pl
Indianka

piątek, 10 kwietnia 2015

Wiosenne porządki siedliska


Indianeczka zabrala sie za wiosenne sprzatanie siedliska.
Wygrabila slome spod ganku. Wyzbierała zrębki spod ganku.
Wyzbierała gruz spod domu. Poprawiła inspekty.
Poscielila na bogato: koniom, owcom i kozom.
Klacze ładnie i spokojnie stały na uwiązach podczas obrządku.
Az serce rosnie jakie mądre klacze wyhodowała Indianka :)

Indianka tego dnia przeprowadzila kilka obiecujacych biznesowych rozmów. Coś twórczego się wydarzy niebawem... :)

Indianka

czwartek, 9 kwietnia 2015

Tygrysia wróciła :-)

Tygrysia to tygryskowato umaszczona kicia. Bardzo sympatyczna i łowna. Kicia przytulanka. Łóżka indiańskiego stała mieszkanka. Indianka i Kamyk przygarnęli ją razem kilka tygodni temu, gdy wyruszyli na wieś w poszukiwaniu swoich zaginionych kotów. Swoich kotów nie znaleźli, ale za to znalazła ich kicia Tygrysia.

Kicia po krótkiej aklimatyzacji zżyła się z gospodarzami i wsiąkła w nowy dom jak w swój. Kamyk uwielbia Tygrysię. To jego ulubienica.
Noc przed uprowadzeniem i pobiciem go przez pachołków Matrixa czule się z nią przywitał i pożegnał. Jakby czuł, że już jej nie zobaczy.

Kicia Tygrysia całkowicie oswojona z nowym domem została wypuszczona na spacer. Była już kilka razy na takich spacerach.
Dwa dni temu jednak znikła. Wcześniej miała starcie z nową kicią Trikolorką. Wystawiona była na dwór do spaceru. Może źle to odebrała? Może się obraziła na obecność i fory dla nowego kota?
Znikła na dwa dni, a Indianka się zamartwiała, że poszła na wieś, a tam psy ją rozszarpały. Wczoraj w nocy gdy Indianka wracała do domu obok siedliska sołtyski - na drogę wyskoczył agresywny, czarny, podpalany pies i rzucił się na Indiankę. Ten sam co ją pogryzł kilka miesięcy temu. Z całym impetem wbił się w nogi i biodro Indianki nabijając jej dużego siniaka. Jakby taki pies spotkał Tygrysię - pewnie by ją rozszarpał na miejscu. Indianka przestraszona i zaniepokojona o kicię wróciła do domu. Tygrysi nadal nie było. Gospodyni poszła spać. Trikolorka zajęła miejsce Tygrysi w łóżku Indianki.

O świcie Indianka została obudzona głośnym i intensywnym miałczeniem. To Tygrysia wróciła i dobijała się do drzwi :-)
Indianka otworzyła drzwi. Do domu wpadła z impetem stęskniona kicia. Pośpiesznie zajęła miejsce w nogach łóżka Indianki. Teraz śpi razem z Indianką :-) Tu jej miejsce :-)

wtorek, 7 kwietnia 2015

Pracowity wtorek

To był niezwykle pracowity wtorek.
Indianka zarówno ogarnęła obrządek jak i pisma procesowe.
Wdała się w emocjonalną polemikę z sędzią, który nie chce rozpatrywać wniosków Kamyka, a także nie chce przydzielić mu pełnomocnika z urzędu, który by Kamyka w Sądzie reprezentował i chronił jego interesy prawne. Indianka uważa, że dzieje się wielka krzywda i niesprawiedliwość Kamykowi. Ona nie może przejść obok krzywdy obojętnie. Musi walczyć o jego prawa, o jego dobro. Ktoś powinien się za nim wstawić i go bronić. Kamyk ma tylko ją. Ona go nie zawiedzie.

środa, 1 kwietnia 2015

Tożsamość Indianki

Już rano, przed interwencją policji 26 kwietnia 2013 roku policja w Giżycku znała tożsamość Indianki.

Zanim przyjechały policjantki, Indianka stojąc przed bramką ogrodzenia schroniska w Bystrym dzwoniła kilkakrotnie na komendę w Giżycku prosząc o interwencję w związku z tym, że schronisko przetrzymywało jej psa wbrew jej woli i nie pozwalało wejść jej na teren schroniska by mogła psa zobaczyć.

Za każdym razem gdy Indianka dzwoniła na komendę w Giżycku przedstawiała się z imienia i nazwiska oraz mówiła skąd jest i w jakiej sprawie przyjechała do Bystrego.
26 kwietnia 2013 roku policja w Giżycku znała tożsamość Indianki.
Nie było zatem pretekstu do pobicia i aresztowania Indianki. Nie było żadnych podstaw do aresztowania Indianki.
Policjantki nieprawnie aresztowały Indiankę.
Aby aresztowanie było legalne musi być wykroczenie, muszą policjantki podać osobie aresztowanej powód aresztowania, odczytać Indiance jej prawa, umożliwić kontakt z adwokatem. Tego nie było. Nie dopełniły formalności. Nadużyły swoich stanowisk ze szkodą dla Indianki. Indianka domagała się kontaktu z adwokatem. One jej tego kontaktu nie umożliwiły. Na komendzie zaś podsunęły jej protokół w którym brak było istotnych informacji tj. wzmianki o złym stanie zdrowia i domaganiu się adwokata. Indianka te braki uzupełniła. Wówczas policjantki podarły protokół z tymi danymi i podpisem Indianki i podsunęły jej nowy, bez wzmianek o złym stanie zdrowia wywołanym brutalnym aresztowaniem i bez wzmianki o tym, że Indianka domagała się lekarza i adwokata. Tego nowego protokołu fałszującego rzeczywisty obraz zatrzymania Indianka nie podpisała. Próbowały ją do tego nakłonić, ale Indianka nie dała z siebie robić głupka.

Po wejściu do radiowozu usłyszała znienacka obcesowe: "idziesz siedzieć".
Na pytanie Indianki: "Na jakiej podstawie?"
Usłyszała z ust policjantki "Na komendzie się dowiesz".
Indianka bródzia z tymi policjantkami nie piła. Zdziwiła ją ta poufałość i brak szacunku z jaką obce kobiety się do niej zwracały, tym bardziej, że ona Indianka zwracała się grzecznie do policjantek per "pani". Pewnie policjantki sądzą, że wolno im poniewierać cywilami jak się im żywnie podoba. :(

Policjantki mają obowiązek podczas aresztowania poinformować osobę aresztowaną pod jakim zarzutem ją aresztują. Poinformować ją o jej prawach, w tym prawie do adwokata oraz umożliwić kontakt z adwokatem na żądanie osoby zatrzymanej. Nie zrobiły tego. Tym samym nadużyły swoich stanowisk. Złamały prawo. To one powinny być sądzone, a nie Indianka.

Na komendzie się dowiedziała, że policjantki oskarżyły ją o pobicie!

Gdy Indianka poza schroniskiem weszła do radiowozu poproszona o to przez policjantki, sądziła że jest poproszona po to, by złożyć zawiadomienie w sprawie znęcania się przez schronisko nad jej psem. Miała też podać do wglądu swój dowód osobisty, który znalazła w plecaku. Chwilę wcześniej domagała się od policjantek, aby zainterweniowały na widok zaniedbanej przez schronisko jej suczki Satji, którą jeden z pracowników schroniska wyprowadził na moment z jakiegoś strasznego miejsca - jakby z piwnicy z węglem. Psina - naturalnie biała w czarne centki - tego dnia była cała czarna z brudu. Przedstawiała swoim wyglądem obraz nędzy i rozpaczy, mimo ze schronisko ma płacone za utrzymanie psa ok. 240 złotych miesięcznie. Wstrząśnięta strasznym stanem swojego psa Indianka głośno domagała się interwencji policjantek. Te jednak stały jak wryte wybałuszając oczy na zaniedbanego psa i nie reagowały. Odmówiły interwencji. Mimo to Indianka i towarzyszacy jej Sven i Everdina oświadczyli że osobiście jadą na Komendę w Giżycku by tam złożyć zawiadomienie o znęcaniu się nad psem Indianki.

No i w tym momencie policjantki zażądały, aby Indianka weszła do radiowozu.

Chciały przeszkodzić Indiance złożyć zawiadomienie na komendzie na właściciela schroniska o zaniedbywaniu i znecaniu się nad jej psem? Dlatego, że znały właściciela schroniska, który jak sam przyznał na rozprawie jest osobą znaną w Giżycku? Nietykalna krowa? Policjantki podczas tej interwencji nie wylegitymowały obu stron sporu. Nie wylegitymowały właścicieli schroniska ani ich dwóch pracowników obecnych w schronisku podczas interwencji.
Wylegitymowały tylko Svena i Indiankę.

Nie sprawdziły dokumentów psa. Nie sprawdziły dokumentów schroniska. Nie sprawdziły na jakiej podstawie schronisko weszło w posiadanie psa Indianki. Nie sprawdziły czy zrobiono to legalnie. Nie dopełniły formalności.
Natomiast z uporem maniaka drążyły temat dowodu osobistego Indianki. Indianka na terenie schroniska podała im ustnie i w formie pisemnej swoje dane, a dowód powiedziała, że pokaże im na osobności w radiowozie. Dlatego, że policjantki w sposób nonszalancki obchodziły się na jej oczach z dowodem Svena, a także dlatego, że głośno powtarzały dane osobowe Indianki w obecności osób trzecich.

 Tego dnia w Bystrym był dzień otwarty dla zwiedzających. Na terenie schroniska i przed nim znajdował się tłumek gapiów. Obowiązuje ustawa o ochronie danych osobowych. Policjantki ją złamały głośno i publicznie podając dane osobowe Indianki. Nie miały prawa zdradzać danych osobowych Indianki obcym. :(

Po aresztowaniu i wywiezieniu Indianki na komendę w Giżycku, po złożeniu zeznań w sprawie pobicia przez policjantki - w sumie dwóch zeznań do dwóch spraw tj. do sprawy gdzie policjantki ją pomówiły o "czynną napaść" oraz do sprawy gdzie Indianka skarżyła się na pobicie przez policjantki - Indianka też złożyła zawiadomienie o znęcaniu się i zaniedbywaniu jej psa w schronisku w Bystrym. W wyniku tego zawiadomienia właściciel schroniska jako prezes TOZ sam siebie skontrolował i wydał sobie sam dobrą opinię na podstawie której policja umorzyła dochodzenie w tej sprawie. Komedia a nie prawo. :-) :-) :-)
Zwykłe bezczelne bezprawie w wykonaniu lokalnych szyszek. Tyle w temacie.




Bez wyroku dwa miesiące więzienia!

12 lutego 2015 roku Kamyk wnioskował o wyznaczenie adwokata z urzędu. Do dziś dnia sędzia nie rozpatrzył jego wniosku!
Nie wyznaczył mu adwokata z urzędu!

Zamiast rozprawy wyznaczonej na 31 marca 2015 roku na którą się wybierał Kamyk by się stawić osobiście o czym sąd został poinformowany przez niego 12 lutego 2015 roku - odbyło się posiedzenie sądu tylko w sprawie wydłużenia aresztu! Zamiast go dowieźć na rozprawę skoro go zamknęli w więzieniu - wydłużyli o dwa miesiące areszt! Sprawa się nie odbyła.

Wkurzeni świadkowie odeszli z kwitkiem. Przyszli zeznawac na darmo bo sąd ich nie przesluchał. Jeden ze świadków pieklił się, że stracił pieniądze nie obsługując klientów tego dnia, bo musiał stawić się na wezwanie okraszone pogróżkami, że jak się nie stawi, to zapłaci karę grzywny lub zostanie siłą policyjną przywleczony na rozprawę.

To gorliwy prokurator Duczmalewski wnioskował o wydłużenie aresztu o kolejne dwa miesiące! :((( Sędzia Walentynowicz się przychylił do jego wniosku. :(((
Prokurator też polazł straż na Indiankę napuścić, aby ją usunieto z Sądu! Na szczęście straż nie przyszła. Do sędziego też wnioskował o usunięcie Indianki z sali rozpraw.

Indianka salę opuściła sama na wezwanie sędziego podpuszczonego przez prokuratora. Sędzia i tak nie chciał jej słuchać ani czytać wniosków Kamyka o uchylenie aresztu, przyznanie adwokata, itd.

Kamyk w rękach organów ścigania z winy organów ścigania nie został dowieziony na rozprawę. Przez organy ścigania nie odbyła się zaplanowana na dziś rozprawa.
Proszę o pomoc prawną dla Kamyka, bo czuję że dzieje się tu coś bardzo złego :(((
Chlopak bezzasadnie przetrzymywany w więzieniu. Bez wyroku dostał dwa miesiące więzienia!

Bez możliwości uzyskania pomocy prawnej :(((

Stan jego zdrowia wymaga niezwłocznej hospitalizacji! Nikt nie chce mu pomóc. :(((
Indianka po posiedzeniu Sądu poszła na skargę do prezesa sądu w Kętrzynie i do przewodniczącej sędzi II wydziału karnego. Prosiła o interwencję.
Pokazała dokumenty. Prezes sądu nie miała czasu. Przewodnicząca też nic nie pomogła. Chłopak zamiast do szpitala trafił do aresztu w Suwałkach. Na dwa miesiące bez należytej opieki lekarskiej. Bez prześwietleń i profesjonalnej analizy stanu zdrowia. Bez adekwatnego leczenia. Stalinizm! Bezduszny, zimny, nieludzki stalinizm! Skona tam albo zostanie kaleką na całe życie! :(((

On potrzebuje zaangażowanego adwokata pro publico bono. Sam się nie uratuje... Indiance nie pozwalają mu pomóc :(((